Na początku wyjaśnijmy sobie jedno. Nie jest to zły film ba, powiem że jest to doskonałe kino. Piękne zdjęcia, gra aktorska na wysokim poziomie, muzyka. Wszystko to sprawia że film wciąga, dodatkowo cały czas podczas seansu towarzyszy nam niepokój przez niepokojące kadry. O kreacji Joaquin'a Phoenix'a, będzie można dyskutować latami. W końcu dostał za tą role zasłużonego w pełni Oscara.
Skoro uważam że to tak świetny film, to co jest z nim nie tak? Widzicie w tym filmie, Joker to nie Joker. A przynajmniej to nie mój Joker, które znam z seriali czy kart komiksów. Tutaj mamy bardziej przyziemną postać która, od początku startuje z pozycji osoby chorej psychicznie. W komiksie, Joker to zwykły facet który miał "jeden zły dzień". Z resztą to hasło wybrzmiewa dość mocno w filmie, za co chwała mu. "Jeden zły dzień" aby, wszystko się odmieniło, jednego doprowadzi na skraj szaleństwa, drogiego zafunduje informacje o śmierci żony i kąpiel w toksycznych chemikaliach. Oczywiście można Mi zarzucić że czepiam się, ponieważ Joker to zwykłe origin story i dopiero później w pełni pokaże się jako książę zbrodni. Zgoda, z tym argumentem nie można się spierać. To co jednak zgrzytało mi to, Bruce Wayne - Batman we własnej osobie.
Widzicie, dziwie się że ludzie czepiali się filmu Venom. Nie da się odpowiedzieć historii tej postaci bez Spider-Man'a. Oczywiście że się da, a nawet wychodzi to lepiej. W przypadku Jokera, nie jest tak łatwo wywalić Mrocznego Rycerza. Jego historia jest z nim ściśle związana. Cały wątek że, to Batman stworzył Jokera i jest za niego odpowiedzialny, kompletnie tutaj nie wybrzmiewa. A to dlatego że, tego motywu po prostu tutaj nie ma. Nie wspominając o motywie z problemami finansowymi czy żoną w ciąży. Przez co musiał dołączyć do gangu i działać jako "Red Hood" Tego tutaj nie znajdziemy, co jest wielką szkodą. Do tego scena w której człowiek w masce Jokera zabija rodziców Batmana. Jest to kompletnie zbędne i źle nakierowuje. W historii o Zamaskowanym Krzyżowcu piękne jest to, że to właśnie nie jakiś super łotr, a zwykły bandzior który przypadkiem znalazł się w tej alejce i zaatakował Wayne'ów bo się napatoczyli. Ponownie odzywa się maksyma: "Wystarczy jeden zły dzień" aby, zmienić cały nasz świat i jego pogląd.
Todd Phillips wykorzystał po prostu postać Jokera do, opowiedzenia swojej własnej historii. Tylko lekko bazując na tym co znamy z kart komiksów, filmów czy seriali. Absolutnie jest to błąd a, po przetrawieniu tego zgadza się z jego decyzją. Z punktu widzenia artystycznego jest to dobre podejście. Wszak adaptacja nie musi być wierna oryginałowi. Dzięki temu film stoi na swoich własnych barkach. Nie jest to film o moim Jokerze. Jednak znowu, nawiązując do komiksu "Zabójczy Żart". Joker opowiada tam kawał, który jasno sugeruje że nie ma już dla niego ratunku. Jest po prostu za późno. Tak samo jest z Arthurem w Jokerze, wołał o pomoc, której nigdy nie otrzymał co doprowadziło go na skraj szaleństwa.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz