Co to za herezje, jaki upadek? Seria Assassin's Creed dalej świetnie się sprzedaje, a nowe odsłony to świetne gry. Macie racje, tylko że nie dla mnie.
Posiadanie własnego zdania jest zabawne, kiedy wszyscy zachwalają Origins oraz Odyssey. Ja czekam aż ktoś powróci do formuły Unity, Brotherhood czy Black Flag. Dobrze przeczytaliście że jest tam Unity, bo uważam że właśnie ta odsłona została najbardziej skrzywdzona, a w gruncie rzeczy to jedna z lepszych odsłon sagi o "zabójcach". Zacznijmy od początku.
Rok 2007, premiera ma pierwszy Assassin's Creed. Pomimo powtarzalnej rozgrywce, tytuł zdobył uznanie graczy i recenzentów. Sprzedał się też bardzo dobrze, więc sequel już się tworzył. Jak potem się okazało Assassin's Creed II to do dziś dla wielu, najlepsza odsłona która tworzyła idealna balans rozgrywki. Coś potem jednak się stało, w kolejnych latach nie dostaliśmy trzeciej odsłony, a Brotherhood i Reveletions kontynuowało wątki Ezio Auditore. Z resztą, do dziś wielu uważa że to jedyny bohater który tak naprawdę serii Assassin's Creed wyszedł. Ludzie trochę po narzekali że to odcinanie kuponów, że nic nowego tutaj nie ma, bo faktycznie jedyna zasadnicza różnica to tryb multiplayer który nie ukrywajmy tak naprawdę nikogo nie interesował.
W 2012 roku, doczekaliśmy się pełnoprawnej trójki. Dająca nam nowe realia walki Ameryki o niepodległość oraz nowego bohatera Conora. Jak to bywa w moim przypadku tytuł w jakiś sposób mnie ominął, nadrobiłem go dopiero w 2020, przy okazji wydania remastera na Switcha. Nie uważam tej odsłony za bardzo złą, jednak cały czas miałem wrażenie że czegoś brakuje, a historia toczy się za szybko. Pierwszy skok w bok seria zaliczyła przy okazji Black Flag. Formalnie czwarta odsłona wywracała rozgrywkę do góry nogami dając nam okazje wcielić się w pirata szkolonego przez Assassynów, Edwarda Kenwaya. Wielu uważa że to świetna gra o piratach i średni "Assassyn". Oczywiście, ja się z tym nie zgadzam i do dziś żałuje że Ubi nie poszło tą drogą. A zapowiedziane Skull and Bones, chyba już nikogo nie interesuje.
Jednak to co miało nadejść to prawdziwa rewolucja i gra godna miana next-gena. Mowa o wydanym w 2014 roku Assassin's Creed Unity. Formuła wróciła do tej znanej z dwójki, do tego możliwość dostosowania swojego bohatera do preferowanego stylu gry. Tytuł przez masę błędów jednak, został skrytykowany i do dziś nosi nazwę "Bugity". Mi przyjemnie się grało i z prawdziwą przyjemnością zwiedzałem czasy rewolucji francuskiej. Kolejną odsłonę Syndicate pominę, bo była kalką znanych pomysłów i każdy zgadzał się że trzeba zmienić formułę.
Takim oto sposobem dochodzimy do Assassin's Creed Origins. Wielkiego rebootu, gry która miała zrewolucjonizować gatunek. Już od początku zmiany zastosowane w tym tytule mi się nie podobały. System walki rodem z "soulsów", zamiast mapy, radar i ogólnie bardziej rpg'owe podejście. Jednak powstrzymałem się z oceną do czasu aż sam zagram. Stało się to całkiem niedługo po premierze i moje przeczucie nie zawiodło mnie. Origins to piękna gra, a klimat starożytnego Egiptu aż wylewa się z ekranu.
Wszystko to pęka kiedy, zaczyna się odzywać na główny bohater Bayek, bo z charakteru jest to typowy drech, który podbija do każdego z pytaniem czy mają jakiś problem. Ten zazwyczaj rozwiązuje ten problem mieczem i łukiem. Ogólnie grając, czułem się jakbym grał w bardziej ubogiego Wiedźmina 3, a uproszczenia w mechanice wspinania tylko mnie w tym przekonywało. Historia była dla mnie nudna, a konieczność grindu niszczyła przyjemność z rozgrywki. Bardziej jak potężny wojownik, czułem się jak chłopiec na posyłki. Nowe Assassin's Creed to tytuł nie dla mnie i raczej nic tego nie zmieni, chyba że kolejny reboot. Cieszę się jedna że tytuł znalazł uznanie i rzeszę nowych fanów.
Wszystko to pęka kiedy, zaczyna się odzywać na główny bohater Bayek, bo z charakteru jest to typowy drech, który podbija do każdego z pytaniem czy mają jakiś problem. Ten zazwyczaj rozwiązuje ten problem mieczem i łukiem. Ogólnie grając, czułem się jakbym grał w bardziej ubogiego Wiedźmina 3, a uproszczenia w mechanice wspinania tylko mnie w tym przekonywało. Historia była dla mnie nudna, a konieczność grindu niszczyła przyjemność z rozgrywki. Bardziej jak potężny wojownik, czułem się jak chłopiec na posyłki. Nowe Assassin's Creed to tytuł nie dla mnie i raczej nic tego nie zmieni, chyba że kolejny reboot. Cieszę się jedna że tytuł znalazł uznanie i rzeszę nowych fanów.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz