poniedziałek, 20 kwietnia 2020
Uncharted - nieoszlifowany diament
Mało kto pamięta pierwsze Uncharted, w końcu ten tytuł ma już 13 lat i po dziś dzień nie wygląda źle. Pomimo ogólnego uwielbienia dla serii, nigdy nie zapoznałem się z pierwszym Uncharted, aż do teraz.
Zacznijmy od tego że, pierwsze Uncharted jest bardzo kameralne. Dzieje się tak naprawdę w obrębie jednej wyspy. Dżungla którą przyjdzie nam niestety zwiedzać jest dość nudna i korytarzowa. Nie jest to wada, a przyjęta konwencja. Jednak patrząc na pierwszą część, w życiu bym nie powiedział że może stać się jedną z największych marek na konsole sony, a to z prostego powodu. W tej grze, strasznie dużo się strzela, zasugerował bym nawet że to typowa budowa arenowa której bliżej do Gears of War niż przygód Lary Croft. Pokonywanie dżungli to nieustanna walka z wrogiem, przerywana sporadycznymi zagadkami. To właśnie największa wada pierwszego Uncharted, brak zdecydowania. Czy to ma być strzelanka, a może bardziej gra przygodowa nastawiano na zagadki? Nawet pojawiło się miejsce na prostackie sekwencje QTE w liczbie czterech na całą grę.
Nie było by w tym nic złego, w końcu kto nielubi strzelać. Tylko że zawodzi model walki. Nie zrozumcie mnie źle, jest w porządku. Jednak daleko mu do tego z Gears of War. W ferworze walki przeszkadza czasami brak gracji Nathana z chowaniem się za osłonami czy precyzyjnego celowania. To wszystko jednak nic, bo to co zawiodło w pierwszym Uncharted to bohaterowie. Są sympatyczni, ale nie wybijają się po za "growe" standardy, nie są to jeszcze tak ukształtowani jak w późniejszych częściach. Oczywiście że wzbudzają sympatie, jednak nic po za tym.
Jednak to co najbardziej mi przeszkadzało to rozdział 18 i uwaga spoiler. W tym rozdziale okazuje się że na skarbie El Dorado ciąży klątwa, i nagle pojawiają się potwory. Kojarzycie ten motyw z filmu Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki gdzie, pod koniec filmu okazuje się że to wszystko to sprawka kosmitów i wielki statek wylatuje w kosmos. Tak właśnie czujemy się w Uncharted, cały klimat szlak trafia i nie było by w tym nic złego gdyby nie to że gra przez większość czasu wmawia nam że raczej jest realistyczna. Ciesze się że twórcy w kolejnych odsłonach odchodzili od tego coraz bardziej, aż w końcu zapomnieli.
Podsumowując, warto było nadrobić pierwsze Uncharted, na tle serii jest to tytuł interesujący który ciągle szuka swojej tożsamości i późniejszych odsłonach decyduje czym tak naprawdę chce być.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz