Wybaczcie ten przydługi wstęp, musiałem wyjaśnić jak bardzo w tamtym czasie był to dla mnie tytuł. A odpowiedź jest bardzo prozaiczna i wielu z was może zaskoczyć. Alan Wake to wspaniała przygoda, ale nigdy jej nie ukończyłem. Rozumiem że teraz pewnie czujecie się zawiedzeni, ale zacznijmy od początku. Premiera Alan Wake, jak i cały hype po premierze ominął mnie z racji braku posiadania Xbox'a. Musiałem więc czekać dwa lata aż wyjdzie edycja PC, w tym czasie już trochę zapomniałem o tym tytule, przypominając sobie o nim przy okazji odsłuchiwania kolejnych utworów Poets of the Fall. Warto jednak wspomnieć że na premierę tytuł doczekał się małej kontrowersji. A wszystko przez graczy którzy zagrali wcześniej w Heavy Rain, z jakiegoś powodu ubzdurali sobie że tym właśnie Alan Wake jest, tylko z sekwencjami strzelanymi.
Wracając jednak do opowieści. Premiera na PC i moje zaskoczenie, całkowicie odbiłem się od tej gry. Sekwencje dzienne były świetne, przepełnione klimatem, jednak w momencie którym miałem przemierzać las, sekwencje te były irytujące. Po prostu nie potrafiłem w Alan Wake walczyć. Nie jest to wina gry, o czym później. Wytrzymałem zdaje się do 3 epizodu i słynnej walki z buldożerem, nie mogłem wtedy sobie z nią poradzić i po prostu rzuciłem Alana, wracając do ogrywania czegoś innego. Czas mijał, a Ja z racji wypuszczenia przez Poetsów nowego albumu, postanowiłem dać drugą szansę tej grze i tym razem było lepiej, głównie dlatego że grałem na łatwym poziomie trudności. I nawet doszedłem do 4 epizodu, tu jednak stało się coś czego nie potrafię wyjaśnić. Uszkodził mi się save, a wtedy nie wpadłem na to aby po prostu pobrać jakiś z internetu. Alan Wake znowu mnie pokonał.
Teraz przesuwamy się w czasie do roku 2019, dziełem przypadku stałem się dumnym posiadaczem Xbox'a360 celem ogrania interesujących mnie gier ekskluzywnych. Wtedy właśnie przypomniałem sobie o Alanie i postanowiłem spróbować po raz już trzeci. Alan Wake na xbox360 to wspaniała przygoda, kiedy zacząłem ogrywać w parę dni doszedłem do słynnej już walki z buldożerem, którą przeszedłem za pierwszym razem i doszedłem do epizodu piątego. Jednak nigdy już do Alana nie wróciłem. Dlaczego? Nie wiem, po prostu nie czułem potrzeby dalszej gry, może w tamtym momencie inny tytuł zawrócił mi w głowie i po dłuższym czasie uznałem że nie warto już wracać. A zawsze powtarzam że to świetny tytuł z ładną grafiką, świetną muzyką i genialnym klimatem. Strzelanie do którego w końcu się przyzwyczaiłem, też jest w porządku. Kiedy zacząłem przestać myśleć o tej grze jak o Resident Evil, a pozwoliłem jej odkryć własną tożsamość, strzelanie stało się proste i przyjemne. Widać tajemnica miasteczka Bright Falls nigdy nie zostanie przeze mnie odkryta.
Ciekawostka na koniec, miesiąc po tym jak sprzedałem xbox'a, szukając czegoś w szafie, natrafiłem na dość dziwny obiekt, to jego wyciągnięciu była to pudełko z Alan Wake. Chyba powinienem zacząć się obawiać, a może w końcu ukończyć tą grę?



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz