piątek, 31 lipca 2020

Interaktywna ściema - Heavy Rain

Uwielbiam stare gry przygodowe typu point and click. Do dziś chętnie wracam do The Secret of Monkey Island. A w młodości ogrywałem Hokus Pokus Różowa Pantera czy Ace Ventura. Przez moje okulary nostalgii, są to klasyki które wręcz trzeba znać. Dalej chętnie wracam do tego typu produkcji, a ostatnio ponownie przeszedłem Heavy Rain, tylko tym razem postanowiłem grać źle

Nie jestem wielkim fanem Quantic Dream i twórczości Davida Cage'a. Powiedział bym nawet, że jedna z pierwszych ich gier. Wydane jeszcze na PS2 - Fahrenheit to tytuł słaby. Prawdziwy popis grafomaństwa i nie przemyślanych decyzji scenariuszowych. Po paru latach przyszła kolej na kolejny "interaktywny film" w postaci Heavy Rain, miał to być thriller o zabójcy z origami, gdzie nasze wybory miały mieć znaczenie, a każda z postaci mogła zginąć. Faktycznie, po premierze gra osiągnęła nie mały sukces. Ja również dałem się wciągnąć w opowieść i przez długi czas "Ciężki deszcz" był jedną z moich gier generacji na PS3. 

Lata jednak mijały, a Ja postanowiłem wrócić do tej historii. Jak wyżej wspomniałem kompletnie niszcząc pracę deweloperów, próbując po prostu grać źle i bardzo nie przemyślanie. Wtedy też cała bańka o znaczących wyborach i umierających postaciach, pękła. Okazuje się że, postaci można zabić tylko w konkretnych momentach i naprawdę trzeba się postarać aby je zabić. Napiszę więcej, musiałem specjalnie używać poradnika, aby zobaczyć jak mogę daną postać zabić. Co istotne, jeśli zagramy źle to historia mordercy urywa się, nie mając konkretnej konkluzji. Jakbyśmy oglądali odcinek serialu zakończonego cliffhangerem.

W tej produkcji, mnogość wyborów to tylko iluzja, sprytnie kreowana przez fakt że chcemy grać dobrze. Większość "zadań" które miał wykonać Ethan, koncertowo spieprzyłem, a i tak dzięki Madison udało mi się osiągnąć najlepsze zakończenie. Bo istotne wybory padają dopiero pod koniec. Szczytem jednak była scena z detektywem Scottem Schelby - postać jest uwięziona na dnie jeziora w samochodzie, towarzyszy mu w tej sytuacji jego nie przytomna dziewczyna. Dostajemy serię QTE aby uwolnić się z pułapki. To oczywiste że porażka w tej sytuacji to pewna śmierć. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie gdy po około 6 minutach nie robienia nic, pan Scott wyszedł z pułapki nietknięty, a jedna konsekwencja to śmierć jego partnerki. Śmierć która nie ma znaczenia w dalszej części opowieści. Ponieważ Lorein później z opowieści znika

Gdy drugi raz ukończyłem ten tytuł byłem zirytowany, niekompetencją scenariusza i silenie się na dramę w momentach kiedy ta gra ich nie potrzebowała. Sam nie uważam się za wielkiego pisarza, nie wiem czy byłbym w stanie napisać historię na podobnym poziomie. Mogę jednak ocenić to co zagrałem i wyrazić zdanie. A brzmi ono następująco. Heavy Rain to świetny tytuł pod warunkiem że grasz w niego tak jak sobie wymyślili twórcy. 


czwartek, 23 lipca 2020

W końcu pokazali gry na nową generacje, ale...


Jestem po czwartkowym pokazie gier na Xbox'a. Teraz gdy analizuje wszystko na trzeźwo, wydaje mi się że to najlepsze co mógł zrobić Microsoft. Mam swoje obawy, jednak dotyczące zupełnie czego innego i o tym napiszę następnym razem. Jak to klasycznie już tutaj...zacznijmy od początku.


Ogólnie cały wydźwięk prezentacji był dobry. Dostaliśmy masę gier, wiele dostało daty premiery. Cieszy powrót takich marek jak Fable, Stalker 2 ekskluzywnie na Xbox Series X. Pojawiła się odpowiedź na nowe Gran Turismo w postaci Forzy, czy intrygujące Medium od polskiego Bloober Team. Nie ma wątpliwości że Microsoft nauczył się na swoich błędach i ma zamiar przynajmniej na początku życia konsoli zaoferować masę świetnych tytułów. Wylewając teraz na głowę wiadro zimnej wody, tak samo było przed premierą Xbox One. Nie chodzi mi jednak o wbicie szpili w Phila Spencera, bo uratował swoimi pomysłami markę Xbox. Dając graczom tak świetne usługi jak GamePass czy wsteczna kompatybilność.


Tak jak w przypadku Sony, cieszę się z nowego Spider-Mana czy powrót do Ratcheta i Clanka, tak dalej nie widzę gry która by zmiotła wszystkie pionki z planszy. Pokazując prawdziwą moc next-gena. Chciałbym wrócić do czasów kiedy pokazywano po raz pierwszy Killzone 2 czy Gears of War, a ludzie pytali. To gra może tak wyglądać? Microsoft miał taką okazję przy marce Halo, jednak fakt że Halo Infinite wyjdzie też na Xbox One, sprawia że cała chęć posiadania nowej konsoli odchodzi na dalszy plan. Po co kupować nowy sprzęt? Skoro na Xbox One dalej będą wychodzić gry. Rodzinna polityka, bo w końcu Xbox to rodzina. Nie koniecznie przekona hardkorowych graczy aby wydać pieniądze na nowe pudło do grania. Nawet za pomocą Smart Delivery


Sam jestem tego doskonałym przykładem, mając wciąż stare PS4 w wersji Fat, podpiętym do średniej klasy telewizora Full HD, czy czuje się przez to gorszy od posiadaczy PS4 Pro? Absolutnie nie, a patrząc na kolejne porównania graficzne jeszcze bardziej przekonuje się, że ulepszona wersja kompletnie nie jest mi potrzebna. Podobna sytuacja może być w przypadku obozu zielonych. Chwaląc się najpotężniejszą konsolą na świecie, pokazujemy coś co wcale nie jest imponujące. Robiąc z naszej prezentacji festiwal ładnych filmów CGI. Zapowiedzi cieszą, jednak mnie jak i pewnie wielu interesują konkrety. 


Nie czuje tej nowej generacji ani u Sony, ani u Microsoftu. Nie piszę też że gry które zaprezentowali są brzydkie. Po prostu po 7 latach, przeskok powinien być ogromny i tego nie widać. Ktoś teraz może mi zarzucić że Nintendo wydała Zeldę na WiiU i Switcha i nie zaszkodziło to sprzedaży konsoli. Zgadza się, być może nawet Zelda to marka o podobnej sile do Halo. Jednak, nowy Xbox to nie konsola przenośna. Największą rewolucją u Nintendo to właśnie fakt że to konsola hybrydowa i to głownie ją sprzedawało. 

czwartek, 9 lipca 2020

Superbohaterowie na VR



  

Ostatnimi czasy miałem przyjemność ogrywać dwa tytuły na VR, obydwa dotyczyły superbohaterów, prezentujące kompletnie inne podejście do rozgrywki w tej jakby nie patrzeć młodej technologii. Przedstawiam kilka moich przemyśleń o Iron Man VR i Batman Arkham VR, obydwa tytuły ogrywałem na PS VR

  

Uwielbiam superbohaterów, nie ważne czy to bohaterowie Marvela, DC czy Image Comics albo Dark Horse, wszystkich lubię. Gdy dowiedziałem się że na VR powstaje gra która, pozwala wcielić się w Batmana i do tego ma być związana z serią Arkham. Musiałem zagrać w ten tytuł. Chociaż nazwanie tego grą jest bardzo na wyrost. Zdecydowanie bliżej temu do pewnego rodzaju doświadczenia wirtualnej rzeczywistości niż pełnoprawnego tytułu. Krótka, statyczna przygoda dająca masę interakcji z otoczeniem i pokazanie do czego zdolna jest ta technologia. Z drugiej strony mamy Iron Mana, pełnoprawną grę akcji na gogle VR, przygodę trwającą około 7-8 godzin pełnego strzelania i latania.

  

Obydwa tytuły są świetne, pomimo tego że prezentują zupełnie inne podejście, dotyczą też wbrew pozorom zupełnie dwóch różnych bohaterów(chociaż obydwoje mają tą samą moc - pieniądze). Batman przedstawia nam niekanoniczną historię w której poszukujemy zabójców Nightwinga, jest to powieść detektywistyczna, stawiająca na rozwiązywanie zagadek i interakcje z otoczeniem. Poruszamy się tutaj przez teleportacje do kolejnych "stanowisk" próbując rozwiązać zagadkę przez odpowiednie manipulowanie przedmiotami. 

  

Iron Man podchodzi do zabawy nieco inaczej, tu też pomiędzy misjami poruszamy się teleportami po posiadłości Tonego, wchodząc w interakcje z różnymi obiektami, jest tego jednak zdecydowanie za mało. Ile można podnosić hantle, albo otworzyć lodówkę aby zjeść kanapkę. Jednak są tylko dodatki, prawdziwa rozgrywka zaczyna się kiedy dotrzemy do mapy świata i wybierzemy z niej misje. Wtedy przywdziewamy zbroje i dostajemy możliwość polatania na dość dużej mapie. Latanie za pomocą dłoni, układając je w klasyczny dla Iron Mana sposób daje masę frajdy i tak jak prawdziwy człowiek z żelaza, tak i tu musimy nauczyć się używania naszej zbroi, co daje masę frajdy. 

  

Jak już wspomniałem wcześniej, Batman to statyczna przygoda, do tego krótka. Jednak bardzo intensywna, twórcy rzucają nam swoje najlepsze pomysły, pokazując co mają do zaoferowania bez sztucznego wydłużania. Sprawia to że ogólny odbiór tej produkcji jest świetny, dostajemy dobrze przemyślane doświadczenie. Iron z kolei sprawia wrażenie nieco rozwleczonego, tak jakby twórcy nie mieli już pomysłów i starali zapchać grę do tych 8 godzin. Sprawia to że pod koniec przygody miałem zwyczajnie dość walki i chciałem aby się już skończyła, nie pomaga fakt że przez cały tytuł walczymy tylko i wyłącznie z nieciekawymi dronami. Za mało w tej produkcji bycia super bohaterem.

  

Nie zrozumcie mnie źle, walka w Iron Man VR jest świetna, ale jest jej za dużo. Drony jako przeciwnicy nie pomagają, a fakt że z ogromnej galerii złoczyńców, wybrano w zasadzie drugoligowców nie pomaga. Produkcja ta jest pełna świetnych scen, początkowy ratunek samolotu, eksploracja Stark Tower w Szanghaju czy naprawa uszkodzonej tamy. To wszystko świetne momenty gdzie technologia VR błyszczy, ale jest tego zwyczajnie za mało. Wydaje mi się że, gra mogła by być krótsza i dzięki temu miała by lepszy odbiór, nie byłaby sztucznie wydłużana. 

  

Podsumowując, jak już wspomniałem obydwa tytuły są świetne. Pokazują potencjał technologii VR i bardzo chętnie wcielił bym się w kolejnych superbohaterów i przeżywał ich przygody. Do głowy przychodzi mi masa ciekawych pomysłów. Rzucani zaklęć jako Doctor Strange, śmiganie na pajęczynie jako Spider-Man, zwiedzanie głębin oceanu jako Aquaman. To wszystko pieśń przyszłości i miejmy nadzieje że doczekamy się wkrótce więcej tego typu gier. Pomimo wad, to właśnie technologia wirtualnej rzeczywistości pozwala poczuć się jak prawdziwy superbohater.