
Kiedyś uwielbiałem tzw. japońskie RPG, oczywiście zaczęło się od miłości do Pokemonów, które uwielbiam do dziś. Z resztą ostatnie odsłony uważam za jedne z najlepszych w serii. Później poznałem Final Fantasy, z kultową już "siódemką" na czele. Poznałem kolejne produkcje z tego gatunku jak Golden Sun czy Persona. Nawet spróbowałem Chrono Trigger. Co więc takiego się stało?

Final Fantasy XV, broniłem się przed zagraniem w piętnastą odsłonę serii. Moje obawy okazały się słuszne. Wracając do początku, ten Final zaczynał jako twór mający być związany z XIII odsłoną cyklu i nosić tytuł Versus XIII. Początkowo był to tytuł ekskluzywny dla Playstation 3. Jednak po wielu latach, problemach z produkcją, dostaliśmy twór dziwny. Słusznie nazywany przez malkontentów najlepszym Finalem dla osób które nie są fanami Finala.

Mnie ta odsłona strasznie wymęczyła, o ile epickich momentów było sporo, a czwórka głównych postaci sympatyczna, tak historia kompletnie mnie nie wciągnęła, Sprawiająca wrażenie pisania ze skrawków informacji i złożona do kupy. Tak samo eksploracja mnie męczyła, a system walki pomimo miodności po pewnym czasie męczył.

To wszystko sprawiło że dostałem czegoś w rodzaju syndromu po urazowego, gdzie bałem się sięgnąć po kolejną grę z tego gatunku. W obawie przed rozczarowanie i nudą. Minęło w zasadzie parę lat kiedy ostatnio obcowałem z tym gatunkiem gier, aż do teraz. W zasadzie nakręcony przez hype, postanowiłem spróbować sił w Xenoblade Chronicles na Nintendo Switch. Jak się okazuje był to strzał w dziesiątkę i genialna kuracja. Nie jest to jedna recenzja bo na liczniku mam dopiero jakieś 10h, a w przypadku takiej gry jest to w zasadzie sam początek przygody. Przypomniałem sobie dlaczego tak uwielbiam ten gatunek. A są to sympatycznie i wyraziste postaci , które z miejsca stają się naszymi ulubieńcami. Szczególnie w Xenoblade, nie widziałem tak świetnych a jednak prostych archetypów. Do tego sama gra daje nam mechaniki, aby poznawać ich lepiej i zżyć się w nimi. Kolejna rzecz to ciekawy świat który przyjedzie nam zwiedzać, pełen ciekawych istot i krajobrazów, do tego opowieść która trzyma w napięciu. To jednak co ostatecznie przekonało mnie do Xenoblade to niesamowite cut-sceny pełne patosu, humoru i oczywiście epickich momentów, gdzie nasi bohaterowie wykazują się heroizmem.

Na pewno ukończę ten tytuł i kto wie, może znowu spróbuje poznać jakąś ciekawą historię o odwadze i przyjaźni prosto z kraju kwitnącej wiśni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz