czwartek, 11 czerwca 2020

Resident Evil 7 reboot idealny


Rynek gier zmienia się dynamicznie, co jakiś czas pojawiają się nowe trendy czy pomysły na rozgrywkę. Nie zbędny jest ciągły rozwój, a w radykalnych przypadkach reboot. Czasami takie zabiegi spotykają się z aprobatą jak w przypadku God of War z 2018 roku, inne już mniej jak Assassin's Creed. Gdzie w tym znajduje się Resident Evil 7? Zapraszam do dalszej lektury


Nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem serii, grałem we wszystkie odsłony, jednak przeszedłem tylko część czwartą, która była dla mnie ciekawą odskocznią, od innych tytułów dostępnych w tamtym czasie na PC. Siódma odsłona od dłuższego zalegała mi w kolekcji, kupiona wraz z zestawem VR, obiecywała przerażanie na nowym poziomie. Ostatecznie nie odważyłem się, ukończyć tytułu w hełmie VR. Nie zmienia to faktu że tytuł naprawdę potrafi przerazić kilka razy, na szczęście nie są to tanie jumpscary, a bardziej subtelna próba straszenia klimatem czy ogólnym brudem. Z resztą pod względem warstwy wizualnej nie ma co temu tytułowi zarzucać jest wręcz obrzydliwie piękny, pełen brutalnych scen.


Bałem się, że wraz z przeniesieniem kamery na oczy bohatera, gra straci swój klimat czy tożsamość i będzie udawać Outlast. Na całe szczęście formuła nie zmieniła się, to dalej jest Resident. Nawet zaryzykuje stwierdzenie że ma bardzo dużo wspólnego z pierwszymi trzema odsłonami. W końcu zwiedzamy tutaj posiadłość ekscentrycznych Bakerów. Chodzimy więc po pensjonacie, rozwiązujemy zagadki, zarządzamy przedmiotami czy w końcu walczymy. Nie jest to więc kolejna wariacja na temat chowania się przed przeciwnikiem. Gdzie nasze wykrycie równa się ze śmiercią i wczytaniem ostatniego zapisu. W Złej rezydencji możemy stanąć do walki z naszym adwersarzem, a i znajdzie się jakiś boss do ubicia. 


To co buduje klimat to świetna muzyka i odgłosy które nam towarzyszą, co chwilę słychać odgłosy że nie jesteśmy w domu sami i zagrożenie może czaić się za każdym zakrętem. W tym wszystkim Resident nie jest specjalnie tytułem trudnym, na normalnym poziomie trudności przejście gry zajęło mi około 10 godzin, ale musicie wiedzieć że nie lizałem ścian i miejscami po prostu pchałem fabułę od przodu. A historia przedstawiona tutaj jest bardzo ciekawa z kilkoma zwrotami akcji. Ogólnie opowieść rodziny Bakerów i Ethana który poszukuje swojej żony Mii, nie pozwala odejść od ekranu. 


Po paru dniach, dalej jestem tym tytułem zachwycony. Pokazał mi że w formuje horroru, można wprowadzić jeszcze coś nowego. Tak jak kiedyś wrażenie zrobił na mnie Silent Hill 2, tak teraz to Resident Evil 7 jest dla mnie numerem jeden. Czeka mnie jeszcze jedna przeprawa przez ten tytuł, tym razem w VR. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz