środa, 13 maja 2020

Assassin's Creed: Rogue to świetna gra, ale...


W 2014 roku, u schyłku 7 generacji konsol. Ubisoft wpadł na dość ciekawy pomysł wydania dwóch gier z serii Assassin's Creed jednocześnie. Unity przeznaczony na konsole nowej generacji i Rogue na stare sprzęty. Ubi nie pozostawiało złudzeń, chwaląc się Unity, a drugą odsłonę wspominając tylko od czasu do czasu, dla przyzwoitości. Od bezczelny skok na kasę, mający wydoić pieniądze od posiadaczy starych konsol. Wbrew wszystkiemu, na złość Rogue okazał się dużo dużo lepszy.


Cała historia jest wywrócona do góry nogami, tym razem wcielamy się w Shaya, ex-assassyna, a obecnie templariusza. Opowieść to jedna z największych zalet AC: Rogue. W końcu dostajemy okazje opowiedzieć się po drugiej stronie barykady i przekonać się że Templariusze wcale nie są tacy źli, a Bractwo wcale nie jest takie szlachetne. Sama postać Shaya to też inna liga od płaskiego Connora czy Arno który, próbował udawać Ezio. Shay najbardziej przypomina Altaira. Zabójce z zasadami. Jeśli miałbym komuś podać powód do zagrania w tę odsłonę o bractwie skrytobójców, to właśnie była by to opowieść. Jedna z najlepszych w serii. Prosta, ale wciągająca z bohaterem któremu kibicujemy przez całą grę.


Jeśli chodzi o rozgrywkę jest to w zasadzie kalka czwartej odsłony. Gdzie trzymając na ster swojego statku, braliśmy udział w bitwach morskich i zwiedzaliśmy piękne tropikalne wyspy. Szkoda tylko że gra została umiejscowiona na terenach Północnego Atlantyku. Cały czas zwiedzamy zimowe krainy i skute lodem morza. Co sprawia że genialny klimat, Black Flag znika i w zasadzie czujemy się nie jak pirat. A kogoś w rodzaju Krzysztofa Kolumba. Warto też zwrócić uwagę że Shay, cały czas próbuje nam wmówić jaki jest dobry. Jedyny oświecony który, podczas rozgrywki bez problemu, niszczy inne statki i wybija Bogu ducha winnych. Nie jest to rażący błąd, ale zauważalny przez co imersja zostaje zburzona. 


Mógłbym jeszcze napisać o muzyce, która wydaje się standardem jak na Assassin's Creed - Ezio Family jako motyw przewodni na czele. Generyczna to idealne słowo aby, określić to czym te utwory są. Nie wybijają się tak jak Black Flag czy Brotherhood. 


Czy warto nadrobić AC: Rogue? Uważam że tak, jeśli ktoś nie ma dość pływania statkiem w Black Flag. To jest to więcej tego samego. To samo danie, podane tylko w innej formie. Szczególnie teraz, kiedy nowe RPGowe odsłony nie przekonują mnie i chcę po prostu pobawić się w skrytobójce, to Rogue spełni swoje zadanie idealnie. 








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz