Skyrim wielkim RPG był. Takimi słowami witamy w 2020 roku, ten już przestarzały i archaiczny tytuł. Todd Howard, jednak nie pozwala nam zapomnieć o jego dziecku i co jakiś czas słyszymy o nowej wersji Skyrima, to na lodówki, pralki i inne sprzęty AGD.
To co mnie zainteresowało to edycja na Playstation VR. Mój hypetrain był rozpędzony do prędkości która zawstydziła by japońską super kolej. To w końcu Skyrim w wirtualnej rzeczywistości. Co może pójść nie tak? Okazuje się że bardzo wiele.
Wszystko to jednak tylko przykrywka dla smutnej prawdy. To wciąż tylko stary Skyrim, z paroma bajerami. Widać że gra w dość leniwy sposób jest dostosowana do wirtualnej rzeczywistości. W technologii VR, jedno z najważniejszych czynników to zaznaczyć obecność gracza w świecie gry, przez interakcje z różnymi obiektami. W Skyrim, możemy podnosić obiekty, ale bardziej wygląda to jakbyśmy używali do tego siły umysłu, a nie własnych rąk. Fakt że nasze dłonie są dla NPC nie zauważalne chyba że mamy nałożoną broń to kolejna strzała w kolano, która niszczy iluzje przebywania w tym świecie fantazji. Na koniec pozostawiłem walkę. Czarów i łuku używa się świetnie, dając naprawdę świetne uczucie. Broń biała to kolejny poważny zarzut, o ile wmówimy sobie że będziemy postać odgrywać i każdy cios wyprowadzać dokładnie to nasza zabawa nie jest zagrożona. Gorzej, kiedy chcemy grać efektownie, uzbrajamy się wtedy w dwa miecze i jak najszybciej młócimy rękami, aż do pewnej śmierci przeciwnika.
Po tej lekturze tworzy wam się obraz tytułu słabego i faktycznie tak jest. Skyrim na VR słabo korzysta z dóbr wirtualnej rzeczywiści, będąc raczej ciekawostką. W moim przypadku po rozczarowaniu, przyszła pora na akceptacje i już bez żadnych oczekiwań bawię się w Skyrim VR tak dobrze jak prawie te 10 lat, kiedy gra miała swoją premierę. W końcu mam pretekst aby przejść wszystkie dodatki. Do zagrania w wolnej chwili, ale nie jest tytuł dla którego warto zaopatrzyć się w gogle wirtualnej rzeczywistości.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz